Koniec Imperium map1 map2 map5

Monday, Jul 15th

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2011 JoomlaWorks Ltd.
Home | Artykuły | Koniec Imperium

Koniec Imperium


Jesteśmy świadkami końca epoki, którą przyszłe pokolenia nazwą może erą Imperium Dolara. Jego panowanie właśnie się kończy a ostateczny upadek może oznaczać bankructwo całego systemu finansowego USA i dużej części świata. Koniec dolara to również paraliż wszystkich struktur państwowych Stanów Zjednoczonych. Upadek państwa może jeszcze daleko przed nami, może nawet są jakieś plany na wypadek krachu, ale Ameryka jaką znamy, przechodzi właśnie do historii. Obecny system nie jest w stanie sam się zreformować ani powstrzymać procesów, na które już nie ma wpływu.


Annuit Coeptis. Zdjęcie: Archiwum


Ziarno przyszłego kryzysu, czyli upadku dolara i co za tym idzie rozkładu USA, zostało jednak zasiane o wiele wcześniej. Pod koniec listopada 1910 roku sześciu największych magnatów bankowych USA - Nelson Aldrich, A. Piatt Andrew, Henry Davison, Arthur Shelton, Frank Vanderlip i Paul Warburg - spotkało się w wielkiej tajemnicy na małej wyspie Jeckyll Island u wybrzeża Georgii. Podczas trwajcych tam 10 dni rozmów i ustaleń, nakreślony został szczegółowy plan stworzenia i zasad funkcjonowania przyszłej agencji bankowej kontrolującej wszystkie zagadnienia finansowe USA, prywatne i rządowe. W. grudniu 1913 roku Kongres USA specjalną ustawą pod tytułem "Federal Reserve Act" powołał do życia agencję pod nazwą Federal Reserve System. Wbrew nazwie i formalnej ustawie Kongresu, agencja, a raczej cały system kontroli bankowej, nie jest ani federalny ani państwowy. Od początku swojego istnienia Federal Reserve System jest organizają prywatną, kontrolowaną przez międzynarodowe, prywatne konglomeraty bankowe. Prawie wszystkie mają główne siedziby poza USA. To właśnie Federal Reserve System, a nie Departament Skarbu (Treasury Department) jest faktycznie agencją odpowiedzialną za tzw. "money supply", czyli tworzenie pieniędzy, które w systemach takich jak istniejący w USA, powstają z "powietrza" i od samego początku istnieją jako dług. Potwierdza to stosowny napis na każdym banknocie. W grudniu 1913 roku USA straciły kontrolę nad własną walutą.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Ameryką wstrząsnęły mniej lub bardziej radykalne ruchy lewicowe, ale kraj był jeszcze wtedy zbyt bogaty, aby rewolucyjne plany różnych wichrzycieli miały poważne szanse powodzenia. Utrwalona dzięki ustaleniom z Bretton Woods (1944), powojenna pozycja amerykańskiego dolara jako waluty światowej, pozwoliła, a raczej wprost wymusiła jego eksport do większości krajów Eropy, do Japonii i na Bliski Wschód. Plan Marchall'a, UNRA, kontrolowane przez USA Międzynarodowy Fundusz Walutowy i póżniej Bank Światowy, to główne drogi powojennej ekspansji dolara.

Od końca lat 40-tych, handel międzynarodowy poza krajami bloku wschodniego stał się niemożliwy bez udziału dolara, ale nawet tam import lub wymiana towarowa z większością krajów świata, wymagały "cennych dewiz". Nawet Sowiecka Rosja, która nie przyjęła przecież żadnych ustaleń Bretton Woods ani późniejszych umów walutowych, musiała zaakceptować stan faktyczny. Na Zachodzie nie dało się kupić ani sprzedać niczego za sowieckie ruble, wszystkie transakcje wymagały dolarów. Jednocześnie przez kilka lat po 45 roku zdewastowana wojną Europa nie była w stanie nawet się samodzielnie wyżywić, a Ameryka, dzięki drakońskim ograniczeniom konsumpcji usprawiedliwianym "wysiłkiem wojennym" (co pomogło zatrzeć ślady wielkich przedwojennych afer), miała duże nadwyżki wszystkiego. Ogromne dostawy amerykańskiego zboża nawet do krajów za Żelazną Kurtyną - na kredyt albo w ramach pomocy - trwały nieprzerwanie prawie przez cały okres Zimnej Wojny. Dlatego podporządkowanie krajów zachodniej Europy, Bliskiego Wschodu i Japonii okazało się wtedy (i tylko wtedy) dla USA takie łatwe. W "demoludach", których nie dało się jeszcze spenetrować, wbrew oficjalnej polityce potępiania "amerykańskiego imperializmu" i "amerykańskich podżegaczy wojennych", pełną wszelakich dóbr Amerykę kochali otwarcie wszyscy obywatele. W Polsce krążył wtedy dowcip, nie pamiętam już czyjego autorstwa, że najlepiej by było wypowiedzieć Ameryce wojnę. Wylądują wtedy u nas amerykańcy chłopcy rozdający pachnącą czekopladę i częstujący przechodniów Camelami. Dowcip marny, ale ilustrujący miłość do Ameryki w kraju, w którym pomimo zagłuszania, Wolnej Europy i Głosu Ameryki słuchało na codzień więcej obywateli niż Polskiego Radia.

Jeszcze do początku lat 70-tych dolar miał zabezpieczenie w złocie - w USA znajdowało się wtedy ponad 65% światowych rezerw tego kruszcu. Wall Street dyktowała jego ceny oraz wartość dolara i wszystkich innych walut. Od 45 roku ogromny popyt na amerykańśką walutę, niezbędną we wszystkich prawie transakcjach świata, pozwolił na niemal nieograniczoną "produkcję" pieniądza, którego wartość gwarantował wzrost gospodarczy innych krajów, zwalniając USA z konieczności utrzymywania zabezpieczenia w postaci zasobów złota (ilości złota na świecie nie są przecież nieograniczone) i pozwalając na bezkarne finansowanie przez całe dziersięciolecia wszelkich przedsięwzięć, łącznie z wyścigiem zbrojeń, rozwojem dziwnych i wątpliwych technologii a nawet na prowadzenie wojen i interwencji w dowolnym miejscu na świecie. Właśnie dlatego USA jednostronnie zniosły wymienialność dolara zamieniając go w tzw. "fiat money" - walutę bez wartości poza gwarancją rządową, czyli "na słowo honoru" urzędników banku centralnego (prywatnej instytucji) znanego pod nazwą Federal Reserve System, co stworzyło całkiem nowe możliwości, o jakich nie mógł śnić żaden dyktator w historii świata. W dawnych czasach różni satrapowie musieli bić monety z coraz mniejszą zawartością złota i wprowadzać do obiegu różne "miedziaki" i prawie bezwartościowe monety z innych metali (w PRL tłoczono złotówki z blachy aluminiowej), ale jaka to prymitywna metoda w porównaniu z wprowadzeniem do obiegu kompletnie bezwartościowego papieru?. Taka waluta, nie mając sama w sobie żadnej wartości, zawsze powoduje nadmierną produkcję pieniądza, co zawsze i nieodwołalnie prowadzi do inflacji, potem do hiper-inflacji i wreszcie do upadku całego systemu finansowego państwa, ale waluta gwarantowana przez systemy bankowe większości państw świata, jest prawie zupełnie "bezkarna". To znaczy - do czasu. Do momentu kiedy nawet tak wielkie, prawie nieograniczone gwarancje większości systemów bankowych całego świata zostaną wykorzystane do końca i przekroczone, a kraje używające tej waluty w międzynarodowych rozliczniach w końcu się zbuntują i stworzą alternatywny system wymiany.

Jednym z najważniejszych etapów na drodze do hegemonii dolara było wciągnięcie w ten system Arabii Saudyjskiej, największego w latach siedemdziesiątych producenta ropy naftowej na świecie, która w zamian za gwarancje obronne przyjęła porozumienie o wyłączności petro-dolara w jej transakcjach. Dolara przyjęły wszystkie państwa OPEC. Handel ropą ugruntował pozycję amerykańskiej waluty i pozycję USA jako największej potęgi gospodarczej świata.

Od lat 70-tych, czyli zaraz po ostatecznym ugruntowaniu światowego statusu dolara, Ameryka z największą determinacją pozbywała się własnego zaplecza technologicznego, przenosząc je do Azji, głównie do Chin, które zgodnie z założeniami polityki Kissingera/Brzezińskiego, miały zostać uzależnione od USA i od Zachodu przez inwestycje, kredyty, technologie i nade wszystko zamówienia, lub ich nagłe odcięcie. Ewentualne zagrożenie ze strony Chin w przyszłości zostałoby w ten sposób skutecznie zneutralizowane.

Miała to być gwarancja pozycji USA, ale tak się nie stało. Wykorzystując zachodnie inwestycje, kredyty i dostęp do technologii, oraz niesłychany potencjał ponad miliarda pracowitych i zdolnych ludzi, Chiny stały się największą potęgą gospodarczą świata. Stają się też drugą lub w najgorszym wypadku trzecią w kolejności potęgą militarną. Głównie dzięki bezmyślnej polityce USA, która na dodatek doprowadziła do nieuniknionego strategicznego sojuszu Chin z Rosją. Ostatnie 50 lat "wspólpracy" Chin z Zachodem to jak bezbłędnie rozegrana walka mistrza kung-fu z tępym, ale upojonym własną muskulaturą i gardzącym treningiem bokserem wagi ciężkiej. I pomyśleć, że Ameryka była o krok od "łyknięcia" Rosji zaraz po upadku ZSRR. W pierwszym okresie pierestrojki nawet tam duża część społeczeństwa szczerze kochała jeszcze USA prawie tak samo ślepo jak dziś jeszcze tu i ówdzie na Ukrainie. Na pewno nie do tego stopnia co  w Polsce albo w "de de-erze", ale był to poważny punkt zaczepienia w drodze do realizacji ideii Kissingera-Brzezińskiego. Wiecznie pijany podobno Jelcyn był jednak albo faktycznie pijany kiedy uparł się przy Putinie jako kandydacie na swojego następcę, albo właśnie poważnie wytrzeźwiał. Pohukiwania i pomruki z Washingtonu przyniosły całkiem odwrotny skutek, bo mocno pro-zachodni początkowo Putin zrozumiał,  że swoje afekty lokuje w zlym miejscu. Zamiast dołączyć do Europy, a może nawet do samej Unii Europejskiej (i kto wie, może nawet kiedyś do NATO), Rosja wespół z Chinami stworzyła potężny euroazjatycki blok obronny (Shanghai Cooperation Organization) i wielki system ekonomiczny BRICS.

Cała, wprowadzana w życie przez dziesięciolecia strategia Kissingera i Brzezińskiego, "Pivots to Asia", okrążanie Rosji i Chin, rozszerzanie NATO, zaczepki koło Murmańska i na Morzu Południowochińskim, awantury arabskie i ukraińskie oraz przechwałki o potędze Piątej Floty - to już teraz historia. Wróćmy zatem do dolara i do Ameryki, która z niedawnej potęgi właśnie spada - lub jest strącana - do poziomu zdewastowanego i zapóźnionego pod każdym względem kraju Trzeciego Świata. Fatalnie dla Ameryki, sojusznicy widzą to wszystko, można łatwo zgadnąć jakie wyciągają z tego wnioski, choć na razie nie mówią jeszcze o tym głośno.

Nadchodząca nieubłaganie hiperinflacja, pogłębiana miliardowymi zastrzykami "stymulującymi" rzekomo ekonomię, zdziesiątkowaną przez szalejącą podobno pandemię, musi spowodować upadek dolara i wszystkich innych walut powiązanych ze sobą i z dolarem przez światowy system bankowy. Pierwsze sygnały nadchodzącego mega-kryzysu widzimy już na codzień w postaci gwałtownych podwyżek cen wszystkiego, od "tubajforów" * po żywność, benzynę i towary importowane. Całość jeszcze się jakoś trzyma, ale jak długo?

Od początku 2021 r. ceny żywności wzrosły o ponad 40%. Nikt w Ameryce nie widział takich podwyżek w tak krótkim czasie. Zwykła tektura potrzebna do produkcji pudeł, w których firmy wysyłkowe przesyłają zamówienia, podrożała o 30%, szklane i plastikowe butelki i pojemniki o 20-parę, benzyna i olej napędowy o ponad 40% (w Kaliforni cena galona benzyny osiągnęła w niektórych miejscowościach ponad $7.00), a transport o ponad 300! Susza i brak wody w najżyźniejszych regionach Ameryki, Kanady i największogo producenta zbóż, Rosji, spowoduje szybki wzrost cen żywności na całym świecie, ale tu, w USA, w połączeniu z krachem dolara, kryzys żywnościowy to katastrofa. Chiny przez całe lato gromadziły największe zapasy żywnościowe w swojej historii.

50 lat drukowania pieniędzy beż żadnych hamulców, od Nixona do dziś, zniszczyło nie tylko Amerykę jako państwo, jej przemysł i ekonomię, ale przede wszystkim zdeprawowało Amerykanów, którzy zapomnieli jak tworzy się prawdziwy dobrobyt i uwierzyli, że można stać się bogatym - państwem i obywatelem - tylko spekulując na giełdach, handlując domami, inwestując w innych krajach. Że można być potęgą nie produkując niczego i być tylko społeczeństwem konsumentów, stworzyć tzw. "Service Economy", produkcję zostawiając Azjatom i innym Chińczykom. A my zapłacimy im nic niewartym papierem, bo my mamy forsę. Tą ze spekulacji na Wall Street i z komputerów Federal Reserve System, której "wartość" napędzają gospodarki całego świata zmuszone do używania jej we wszystkich transakcach.

Arabia Saudyjska  przyjęła niedawno rozliczenia za ropę z Chinami w chińskich yuanach zamiast w dolarach, podobnie jak Rosja, która pozbyła się już wszystkich swoich rezerw dolarowych (zanim staną się bezwartościowe). Największy importer i dwójka największych producentów ropy i gazu wyeliminowali petrodolara częściowo (Arabia) lub całkowicie (Rosja). Większość krajów zdaje sobie doskonale sprawę, że ich rezerwy dolarowe są toksyczne. Żaden kraj nie chce już kupić amerykańśkich papierów "wartościowych", dlatego Rosja miała szczęście pozbywając się ich za pięć dwunasta. "Szczęście", lub raczej prosta zdolność wyciągania wniosków.

Skoro jesteśmy przy ropie naftowej i gazie to musimy przypomnieć, że to Joe Biden w pierwszym dniu urzędowania jako prezydent USA, cofnął zezwolenie Donalda Trumpa na kontynuację budowy rurociągu Keystone XL (zablokowanego przez administrację Obamy). Kontrakt z kanadyjską firmą TC Energy gwarantował dostawy 830 tysięcy barylek ropy dziennie z Alberty do Nebraski przez 20 lat. USA nie tylko straciły pewne źródło ropy do 2040 roku, ale też kilka tysięcy miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanych pracowników, techników i inżynierów. TC Energy domaga się teraz miliardowych odszkodowań i zwrotu kosztów poniesionych przy budowie rurociągu. Odszkodowań domaga się też rząd Alberty, który zainwetsował w przedsięwzięcie ponad miliard dolarów (US) oraz amerykańskie firmy biorące udział w budowie.

Na początku listopada Biden zamknął też Line 5 Pipeline, odcinek rurociągu transportującego ropę z kanadyjskiej Alberty do Sarnia, Ontario przez Wisconsin, pod Wielkimi Jeziorami i przez stan Michigan. Rurociąg dostarcza 540 tysięcy baryłek ropy dziennie, więcej niż może zmieścić największy tankowiec świata, z czego duża część w postaci propanu, oczyszczonej ropy i benzyny zostaje w Michigan. O gwałtowny wzrost cen benzyny na amerykańśkich stacjach benzynowych, Biden oskarżył jednak niedawno państwa-producentów ropy naftowej (Rosję i OPEC) za zbyt skąpe wydobycie i prosił o zwiększenie produkcji, a amerykańskie firmy naftowe zganił za zbyt opieszałe reagowanie na podwyżki cen. Jego administracja znalazła jednak sposób na wysokie ceny: odblokowanie i sprzedaż 50 milionów baryłek ropy ze strategicznych rezerw naftowych USA. Rezrw Strategicznych, to znaczy tych, których nie można nawet dotknąć, bo są specjalnie utrzymywane na wypadek szczególnego i nieprzewidzianego zagrożenia takiego jak wojna. wybuch Yellowstone, tsunami, meteoryt, itd. Rezerw Strategicznych nie można użyć z powodu podwyżek cen, bo to są REZERWY STRATEGICZNE!

Szefowa Departamentu Skarbu Janet Yellen (była szefowa Federal Reserve od 2014 do 2018 r.), przesłała jeszcze we wrześniu 2021 r. do Kongresu list, w którym ostrzegała, że  jeżeli pułap długu nie zostanie podwyższony, to rząd wyda ostatniego dolara w połowie października. Po raz pierwszy w historii Stany Zjednoczone będą niewypłacalne, a rząd przestanie funkcjonować, ostrzegała. Podwyższanie pułapu długu, do czego rząd odwołuje się zawsze kiedy brakuje pieniędzy, jest w oficjalnej nowomowie nazywane "rozwiązaniem problemu" (resolving the problem) poprzez zastosowanie "nadzwyczajnych środków" (extraordinary measures). Miliony Amerykanów nie mają pojęcia, że miliardy dolarów odebrane im w postaci podatków, nie są przeznaczane np. na infrastrukturę, drogi, podwyżki świadczeń dla najbiedniejszych, ale w pierwszym rzędzie na pokrycie części (niewielkiej) procentów od pożyczanych pieniędzy. Pożyczanych od kogo? Od Systemu Rezerw Federalnych, który pożycza rządowi pieniądze na wysoki procent. Wszystkich tych, którzy nie wiedzą skąd System Rezerw ma tyle pieniędzy, że może pożyczać wprost astronomiczne kwoty rządowi USA prawie w nieskończoność (tzn. aż do upadku całego systemu), odsyłam do setek publikacji na ten temat.

Rządowe papiery wartościowe, których nikt już nie chce, wracają teraz do USA i rząd jako ich jedyny gwarant, musi je honorować, czyli wykupić. Można się spotkać z opinią, że dług USA wynosi już podobno 400 trylionów (bilionów) dolarów. Nie wiadomo czy to prawda, ale nawet połowa tej sumy to kwota trudna do wyobrażenia i nie do spłacenia przez kilka następnych pokoleń. Well, actually - never.

Kongres oczywiście uchwalił wyższy pułap długu, bo nie ma innego wyjścia. System Rezerw Federalnych zamówil wydrukowanie stosownych sum w postaci karteczek z podobiznami ważnych ludzi i wprowadził odpowiednie liczby do komputerów. Stworzone w ten sposówb "pieniądze" pożyczy następnie rządowi na procent. Rząd pozatyka trochę najgorszych dziur, a resztą obdaruje wiekie banki, bo one są zawsze za duże, żeby upaść, może coś z tej kolejnej dolarowej fiesty na niby skapnie obywatelom jako jakiś nowy stymulus, albo umorzenie pożyczek studenckich, jak coś jeszcze zostanie. Co za różnica, cały system i tak rozpada się jak domek z kart. Dopóki całość jakoś jeszcze działa, wszystko to będą pokrywać zwykli ludzie, ci, którzy coraz więcej i ciężej pracują, bo też nie mają innego wyjścia. Czynsz za jednosypialniowe mieszkanie w cuchnącym odchodami San Francisco, waha się już pomiędzy 3 a 4 tysiącami dolarów miesięcznie. Ale i to jest do czasu, bo czynsze też przestają cokolwiek znaczyć. Posiadanie dochodowych nieruchomości nie zabezpiecza dziś przed niczym, o czym przekonali się boleśnie liczni właściciele budynków mieszkalnych, których lokatorzy przestali płacić czynsze natychmiast po tym jak CDC (Centers for Disease Control) zarządziła moratorium na eksmisje w ramach walki z Covidem, co miało ratować ludzi przed wyrzuceniem na bruk. CDC nie ma uprawnień ustawodawczych i nie ma prawa wydawać takich zarządzeń, ale kto by się przejmował takimi detalani? Rzesza bezdomnych powiększa się więc również o byłych właścicieli "dochodowych" nieruchomości. W kryzysach na tak wielką skalę "trzymają" się tylko ci, którzy coś wytwarzają. Mogą to zawsze komuś sprzedać, jeśli nie za gotówkę, bo ta przestała istnieć, to chociaż za torbę cebułi, worek ziemniaków, albo za kawałek słoniny.

Biden powiedział niedawno, że 3 i pół tryliona (biliona) dolarów, które zostaną "zainwestowane" w przepychany przez niego projekt "Build Back Better", nie przyczynią się do zwiększenia długu narodowego państwa, a Nancy Pelosi wyjśniła, że nawet cała suma 5 i pół tryliona dolarów nie będzie miała żadnego wpływu na dług. "Tak jak powiedział Prezydent, to będzie kosztować zero dolarów". Pięć i pół tryliona to 3 i pół w budżecie i zatwierdzone już wcześniej przez Bidena 2 tryliony na walkę z Covidem. Ha, to wspaniała wiadomość! Biden, Pelosi i demokraci w Kongresie znaleźli widocznie prawdziwy Róg Obfitości wypluwający dolary w każdej ilości i zasilający rząd dowolnymi kwotami do końca świata bez konieczności pożyczania ich na wysoki procent. Szkoda, że stworzą tylko 5 trylionów, każdemu przydałby się teraz zastrzyk gotówki.

Nikogo już nie dziwi co mówi i robi Joe Biden, bo to nie ma żadnego znaczenia, zresztą nie ma pewności, czy on sam wie i pamięta co mówi (tak samo zresztą jak coraz bardziej mamrocząca od rzeczy przewodnicząca Izby Reprezentantów). Amerykanie nie dostaną oczywiście ani centa z tych wirtualnych trylionów, ale Joe Biden uważa, że rodziny nielegalnych imigrantów, które podczas szturmowania południowej granicy zostały rozdzielone z dziećmi, powinny zostać wynagrodzone za swoje cierpienia sumą 450 tysięcy dolarów na osobę. Prawie półtora miliona na trzyosobową rodzinę - niezły start "in the Land of the Free".

Wszystko to przypomina zabawną komedię pomyłek i śmiesznych gagów, problem w tym, że to się dzieje naprawdę i całkiem serio a nie na scenie. To nie jest komedia ani kabaret tylko rzeczywistość, w której tonie największa do niedawna potęga, a wraz z nią jej obywatele.

Arabia Saudyjska doszła już podobno potajemnie do porozumienia z kilkudziesięcioma krajami, nie tylko z Chinami, planującymi wspólną eliminację dolara ze swoich rezerw walutowych i zastąpienie go inną walutą w rozliczeniach międzynarodowych, ale nie wiadomo czy to prawda. Ogłoszenie takiej decyzji oznaczłoby kryzys amerykańskiego dolara prawie natychmiast, a jego krach to również upadek wszystkich systemów i instytucji państwa łącznie, a raczej przede wszystkim, z rządem federalnym, czyli bardzo szybki rozpad republiki. Funkcjonowania kraju nie dałoby się utrzymać przy użyciu policji, armii, gwardii narodowej, sądów, prokuratorów ani żadnej agencji rządowej, ponieważ wszystkim tym organom za ich współpracę trzeba przecież zapłacić. Wszystko to przestałoby działać przynajmniej do czasu stworzenia innych systemów płatniczych, być może stanowych albo nawet lokalnych. Równie szybko zniknęłyby wszystkie świadczenia - emerytury, renty, pomoc żywnościowa (food stamps), stymulusy, zwroty podatkowe, zasiłki dla bezrobotnych, dopłaty dla farmerów i setki programów rządowych i grantów, federalnych i stanowych. Pensji nie dostałoby kilkadziesiąt milionów pracowników agencji rządowych wszystkich szczebli, policja, również lokalna, armia i pracownicy laboratoriów. Stanęłyby szpitale i domy opieki finansowane przez system Medicare/Medicaid, przestałyby działać firmy ubezpieczeniowe pokrywające największą część kosztów opieki zdrowia w USA, fabryki i przedsiębiorstwa energetyczne i oczywiście banki, czyli wszystko. Nie wiadomo na jak długo, nie wiadomo nawet czy istnieją jakieś plany przygotowywane na taką ewentualność. W pierwszych kilkudziesięciu godzinach po upadku dolara kraj pogrążyłby się w chaosie, jak po zderzeniu z asteroidem. Na ulice wyległyby setki tysięcy zdesperowanych ludzi rabujących najpierw sklepy z elektroniką i telewizorami, sklepy firmowe Luis Vuiton i Apple jak w zdewastowanym przez Katrinę Nowym Orleanie, później sklepy spożywcze i supermarkety, a w końcu prywatne domy, w których można znaleźć coś do jedzenia. Przeciętna amerykańska rodzina ma zapas żywności najwyżej na 48 godzin, a supermarkety - na 3 doby. Jak szybko udałoby się zapanować nad sytuacją i w jaki sposób?

Arabia Saudyjska to nie jedyne zagrożenie. Nagły, śmiertelny cios mogą w każdej chwili zadać dolarowi Chiny ogłaszając rezygnację z amerykańskich papierów wartościowych stanowiących zabezpieczenie długu USA i zastąpienie dolara w rozliczeniach międzynarodowych swoim własnym yuanem. Wiąże się to z dużą stratą, ale nie wyadaje się zbyt wygórowaną ceną za całkowite wyeliminowanie z gry największego i najgroźniejszego rywala Chin, które są już niekwestionowaną największą potęgą gospodarczą świata, co zostało właśnie, acz niechętnie, potwierdzone oficjalnie w USA. Gdyby Chiny, nazywane głośno i otwarcie egzystencjalnym zagrożeniem USA, podały taką informację, powiedzmy w poniedziałek, we wtorek połowa krajów świata zrobiłaby to samo, a reszta najpóźniej we środę. Chinom nie jest jednak wcale potrzebna taka solidarność. Upadek dolara oznacza przecież niewypłacalność, czyli koniec eksportu czegokolwiek do USA. Ameryka nie mogłaby ani kupić ani sprzedać niczego, zresztą od dawna jest już głównie producentem ropy i gazu, choć i to, dzięki Bidenowi, w coraz mniejszych ilościach. Reszta świata nie potrzebuje jednak tej produkcji mając do dyspozycji Bliski Wschód i Rosję. To, że Chińczycy podtrzymują na razie fikcję dolara świadczy o tym, że bardziej interesuje ich stopniowe zepchnięcie Ameryki do roli niewiele znaczącego bankruta na drugiej półkuli niż całkowita eliminacja USA, co wiąże się z niebezpieczeństwem wszczęcia przez desperatów wojny światowej. Co zresztą grozi nam teraz bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości.

Nie wdając się tu w roztrząsanie kwestii kto ma rację w konflikcie Rosja-Ukraina, histeryczna reakcja USA i tzw. Zachodu potwierdza tezę o rychłym końcu dominacji dolara, a wraz z nią - Imperium. Stany Zjednoczone i cały Zachód wprowadziły najbardziej drakońskie i nielogiczne sankcje przeciwko wszystkiemu co rosyjskie, łącznie z wódką, nawet tą produkowaną w USA, jak Stolicznaja. Odwołano występy artystów różnych baletów i sławnych sopranistek, skasowano nawet udział w koncerrtach symfonicznych słynnego rosyjskiego dyrygenta, unieważniając wszystkie jego kontrakty w Europie i w Ameryce. Rosja nie musiała wprowadzać żadnych poważnych sankcji odwetowych, bo wprowadził je rząd USA i dziesiątki prywatnych korporacji. Rosja sprzeda wszystko co ma do sprzedania Chinom i kilkudziesięciu innym krajom świata, a USA wraz ze swoimi sojusznikami pozbawi się ostatnich klientów używających jeszcze dolara w swoich międzynarodowych rozliczeniach, przyspieszając jego zgon. To zadziwiające, że eskalacja sankcji i gróźb pod adresem nie tylko Rosji, ale również każdego, kto ośmieli się nie poprzeć amerykańskich sankcji, jest uważana za rozwiązanie, które uratuje dolara i Zachód.

Ale to nie wszystko. Rosja jest największym producentem i eksporterem nawozów azotowych. USA importuje aż 70% zużywanych tu nawozów z.. oczywiście, Rosji. Razem z Ukrainą, Rosja dostarcza na światowe rynki 30% pszenicy i obydwa te kraje zapowiedziały już wstrzymanie eksportu zboża. Z całą pewnością zrobią tak też wkrótce pozostali mega-producenci: Mongolia, Kazachstan i Indie. Wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu i ropy do zachodniej Europy oraz eksportu nawozów azotowych na cały Zachód, oznacza wielkie ograniczenia we własnej produkcji rolnej wszystkich krajów zachodnich. Oznacza też wielki kryzys energetyczny i wielki kryzys żywnościowy, czyli kryzys wszystkiego. W obliczu takich kryzysów nie warto nawet wspominać o embargo na rosyjskie aluminium (motoryzacja i lotnictwo), uran (energetyka), gazy szlachetne, rzadkie metale i surowce (elektronika) i o dziesiątkach innych rzeczy, których brak spowoduje chaos we wszystkich krajach wspierających anty-rosyjskie sankcje. W sankcjach będą z konieczności powstawać luki,  niektóre ograniczenia importowe będą  znoszone, bo rosyjskie surowce muszą w jakiś sposób zostać od Rosji kupione. Sankcjami zostały objęte wszystkie rosyjskie banki, ale za wyjątkiem tych, które obsługują płatności za gaz, bo Europa musi przecież utrzymać dostawy gazu. Hipokryzja? Nie, twarda rzeczywistość.

Nie warto też nawet rozważać długoterminowych skutków konfiskat zagranicznych majątków rosyjskich "oligarchów". Każdy kto ma chociaż kilka działających komórek mózgowych rozumie, że konfiskaty kont bankowych, jachtów i willi bez postawienia ich właścicielom konkretnych i uzasadnionych zarzutów, bez śledztw i prawomocnych wyroków sądowych to zwykła grabież. Oligarchowie przeboleją swoje łodzie i pałace i może zainwetsują we własny kraj. O wiele gorsza jest jednak powszechna utrata zaufania do zachodnich instytucji, sądów, prawa i ogólnie do "wartości". Rosja odczuje skutki sankcji w minimalnym stopniu, bo o to co ma do zaoferowania, zabiega już kilkadziesiąt innych krajów. O wiele gorsze od sankcji i walki z oligarchami, wydają się być bezmyślne konfiskaty rosyjskich państwowych rezerw walutowych zdeponowowanych w zachodnich bankach i służących do obsługi bieżących zobowiązań finansowych w innych krajach. Zarekwirowano już podobno 300 miliardów dolarów rosyjskich depozytów w USA. W latach 70-tych skonfiskowane zostały miliardy dolarów należące do Iranu, później depozyty Iraku, Afganistanu, Libii, Wenezueli i wielu innych krajów. Okazało się prawie natychmiast, że Rosja jest za mocna, żeby pozwolić się obrabować na taką skalę całkiem bezkarnie. Oto bowiem...

Z ostatniej chwili:

Rosja ogłosiła w środę, 23 marca 2022 r., że w odpowiedzi na sankcje ekonomiczne krajów zachodnich, płatności za gaz dostarczany do wrogich ("unfriendly") krajów, będą od przyszłego tygodnia akceptowane wyłącznie w rublach. 40% gazu ziemnego zużywanego w krajach Unii Europejskiej pochodzi z Rosji. Średnie ceny gazu wzrosły w Amsterdamie o 21% w ciągu jednego dnia, jeszcze zanim nowe zasady płatności weszły w życie. W zależności od sezonu, zachodnia Europa płaci Rosji za gaz od 200 do 800 milionów Euro - dziennie. Bez rosyjskiego gazu i ropy nie da się na razie jeszcze żyć, bo zielone technologie to bardzo odległa przyszłość. Można się założyć, że Putin zażąda też opłat w rublach za wszystkie inne surowce, które Zachód wciąż musi kupować w Rosji - plus za żywność, której Rosja jest jednym z najważniejszych eksporterów. Wszyscy będą musieli teraz jak najszybciej zdobyć jak najwięcej rubli. Zakaz importu surowców niezbędnych dla istnienia ekonomii krajów zachodnich to największa bzdura w historii.

To, że sankcje ekonomiczne przeciwko Rosji nie odniosą skutku, było oczywiste od samego początlu. Sankcje wprowadzone przez wszystkie kraje zachodnie objęły nie tylko osoby prywatne związane w jakiś sposób z prezydentem Putinem, czyli "oligarchów", ale prawie wszystkie sektory rosyjskiej gospodarki, łącznie z finansami i bankami. Ich celem było nie tylko spowodowanie zapaści gospodarczej i niewypłacalności kraju, co samo w sobie jest aktem agresji, ale również spowodowanie jak największych strat wśród zwykłych obywateli. W domyśle: "zadamy im tyle bólu, że sami usuną Putina, jak nie w efelcie puczu wojskowego, to w wyniku buntu oligarchów albo rewolty obywatelskiej". Host segmentu na Fox News Sean Hannity domagał się nawet zabójstwa Putina. Pomysł eliminacji prezydenta kraju dysponującego największą liczbą transkontynentalnych głowic atomowych gorąco poparł senator Lindsey Graham, a jakiś milioner ustanowił nawet nagrodę dla "bohatera" który tego dokona. Marzenie o Rosji bez Putina potwierdził nawet sam prezydent Biden podczas pożegnalnej mowy w Warszawie, z czego próbują go teraz tłumaczyć rzecznicy prasowi i zastępy dziennikarzy. Badania opinii publicznej wykazały, że Putin ma wciąż 70- czy nawet 80-procentowe poparcie obywateli, poparcie o jakim nie może nawet marzyć żaden przywódca na Zachodzie. Co to znaczy? To znaczy, że Rosjanie winą za trudności, niedziałające karty kredytowe, inflację, zamknięcie Twitter'a i Facebook'a, brak frytek i BigMac'ów z McDonalds'a nie obarczają Putina, tylko USA. To jeszcze jeden niefortunny błąd w calej serii bardzo niemądrych posunięć amerykańskiej administracji.

Decyzja Putina całkiem zbiła z tropu zachodnich strategów. Sankcje, które spowodowały finansowy chaos w Rosji, inflację i utratę wartości rubla, sprowokowały odwet, którego nie tylko nikt się nie spodziewał, ale który sprawi, że to właśnie Zachód pokryje teraz koszt rosyjskiej inflacji i spowoduje wywindowanie rubla do pozycji waluty światowej.

Decyzji amerykańskich elit nie można zrozumieć ani wyjaśnić samą tylko głupotą lub brakiem doświadczenia. Ktoś ważny w administracji Bidena rozsierdzony brakiem ostrego potępienia przez Chiny rosyjskiej inwazji na Ukrainę postanowił, że najlepiej będzie postraszyć Chiny... sankcjami i wbić w ten sposób klin między te dwa kraje. Chiny się zlękną, potępią Rosję i przyłączą się do amerykańskich sankcji, co ostatecznie wykończy Putina i cale jego polityczne zaplecze. Bidenowi nie udało się nakłonić Chin do poparcia amerykańskich sankcji przeciwko Rosji i wprowadzenia własnych, toteż dwa dni po jego bezowocnej, choć podobno aż 2-godzinnej rozmowie telefonicznej z XI Ji Pingiem, wprowadzono na początek pakiet średnio dotkliwych sankcji przeciwko niektórym kluczowym postaciom w chińskiej ekonomii  Przez ostatnie 30 lat Chiny robiły wszystko, żeby stworzyć wspólny blok ekonomiczny z Rosją, której potrzebują jeszcze bardziej niż Ameryka potrzebuje Chin. Czy ktoś w USA był w stanie przewidzieć, że żądanie przedstawione chińskiemu przywócy zostanie uprzejmie, ale stanowczo wyśmiane? Widocznie nie. Jeżeli USA spróbuje teraz podobnych środków wobec Chin jakie zastosowano przeciwko Rosji, reakcja Chińczyków będzie bardzo szybka i ultra bolesna, a w USA zabraknie towaru w sklepach. O, i Chińczycy przestaną kupować amerykańskie papiery "wartościowe" i każą sobie płacić za swoje produkty w yuanach - albo w rublach, co całkiem zdruzgocze ego mądrali od planowania polityki zagranicznej.

Wszystkie sankcje przyniosły odwrotny skutek i uderzyły w pierwszym rzędzie w kraje, które je ustanowiły, zadając ostateczny cios uprzywilejowanej pozycji dolara. To katastrofa dla USA i dla całego Zachodu. Pytanie za milion dolarów: czy Chiny zostaną ukarane kolejną serią sankcji?


Web Analytics