Brickell map1 map2 map5

Tuesday, Jul 16th

Brickell


Na południe od łuku Miami River, skręcającej w tym miejscu ostro na wschód i między wybrzeżem i autostradą I-95, leży dzielnica zwana Brickell. Ciągnie się dalej aż do Rickenbacker Causeway, drogi numer 913 prowadzącej na wyspę Virginia Key, gdzie znajduje się park wodny Miami Seaquarium. Do dzielnicy należy sztuczna, trójkątna wysepka Brickell Key z kilkoma wysokiej klasy hotelami i budynkami mieszkalnymi.


Brickell Key, na drugim planie Port of Miami, w głębi Miami Beach Zdjęcie: Gabriel Kaplan


Nazwa dzielnicy pochodzi od nazwiska pierwszych właścicieli tego rejonu, Williama i Mary Brickell'ów, którzy przenieśli się tu z Cleveland, Ohio, w 1871 roku. W ciągu następnych kilkudziesięciu lat rodzina wykupiła wielkie trakty ziemi od rzeki aż do dzisiejszego Coconut Grove. Brickell'owie, razem z Julią Tuttle nakłonili magnata kolejowego Henry Flagler'a do przeciągnięcia jego linii kolejowej dalej na południe, do Fort Dallas, przemianowanego później na Miami.

Większość współczesnych przewodników po Miami zalicza Brickell do Downtown, opisując obie dzielnice razem, co najwyżej nazywając ten obszar "Downtown/Brickell". Mogłoby się wydawać, że jest w tym sporo racji, zwłaszcza na pierwszy rzut oka. Ze swoimi supernowoczesnymi wieżowcami ze szkła i stali, Brickell faktycznie wygląda jak przedłużenie Downtown. To właśnie tu Miami się zaczęło. Brickell'owie zbudowali tu pierwsze domy, a Julia Tutle otworzyła pierwszy pensjonat z klubem herbacianym dla osób z towarzystwa. Wkrótce pojawili się tu inwestorzy, przemysłowcy z Północy i ogólnie ludzie z pieniędzmi, dlatego Brickell stało się bardzo szybko bardzo szykowne i bardzo bogate. Dopiero później rozwój miasta skierował się na północ, za rzekę, gdzie na początku XX wieku powstało centrum Miami. Brickell przez całe dziesięciolecia pozostawał jedną z najbogatszych enklaw w szybko rozwijającym się mieście.

Jeśli Miami jest finansowym i biznesowym centrum Florydy, to Brickell jest finansowym centrum Miami. Mieszczą się tu siedziby największych banków i korporacji, najdroższe i najlepsze hotele oraz konsulaty i przedstawicielstwa kilkudziesięciu krajów świata. O Brickell mówi się teraz "Manhattan Południa" i nie ma w tym żadnej przesady, rola banków i korporacji Brickell wykracza bowiem daleko poza Florydę, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest to najważniejsze centrum finansów całego regionu południowo-wschodniej części USA. Jeżeli rozbudowa będzie postępować w tym samym tempie co teraz, to kto wie, może za 20 lat faktycznie Brickell będzie wyglądać jak południowy kraniec Manhattanu, chociaż już dziś spełnia w tej części Ameryki taką samą rolę i wygląda naprawdę imponująco. Brickell ma nawet swoją własną gazetę. Od 8 - 10 lat Brickell rozbudowało się prawie nie do poznania. W rzeczywistości Brickell jest bezustannie rozbudowywane i wieżowce wyrastają jeden po drugim. Na początku lat 2000-nych nowe budynki powstawały tylko wzdłuż wybrzeża, teraz, dzielnica rozrasta się coraz dalej na zachód, a na sztucznej wysepce Brickell Key, nie ma już miejsca na nowe budynki. Wieżowce w Miami należą do najładniejszych w USA, są bardziej kolorowe, z większą ilością balkonów i tarasów z palmami niż w innych miastach. Większa swoboda w projektowaniu to na pewno zasługa klimatu. Floryda ma aż 320 czy 330 słonecznych dni w roku, budynki są więc projektowane inaczej niż w Nowym Jorku albo w Chicago.

Brickell to dzielnica biznesu, jest więc droga, mieszkania kosztują tu majątek, a ceny idą cały czas w górę. Inwestycja w nieruchomości w Brickell wydaje się dobrym pomysłem, chociaż, oczywiście, nigdy nic nie wiadomo w tym biznesie. Przeważnie po wielkich boomach są wielkie depresje, ale w międzyczasie, ludzie, którzy znają się na tym interesie zarabiają ciężkie fortuny. Zresztą na krachach jest jeszcze lepszy biznes, bo można różne rzeczy kupić za bezcen. Mieszkańcy tej części Miami, to przeważnie "przesiedleńcy" z innych miast USA - New York, LA, Boston - młodzi profesjonaliści w branży bankowej albo ubezpieczeniowej, pracownicy i urzędnicy wielkich korporacji, i dyplomaci, zaludniający kilkadziesiąt misji przy Brickell Avenue, a zatem ci, którzy tu pracują i zarabiają wystarczająco dużo, żeby ich było stać na Brickell i płacić po $2,000 - $3,000 dolarów miesięcznie za dwusypialniowe mieszkanie. Ale za to z jakimi widokami! W ciągu dnia, czyli "nine to five", obowiązuje umiarkowany pośpiech (umiarkowany, nie taki jak na Manhattanie, wszak Miami to głębokie południe) i strój biznesowy: garnitury w ciemnych kolorach i krawaty dla mężczyzn, stonowane garsonki lub bardziej nowoczesne damskie ubiory w spokojnych kolorach, bez względu na porę roku, nawet w lecie, kiedy temperatury przekraczają 100℉. Ludzie, których można spotkać w Brickell w godzinach pracy, to najlepiej ubrani ludzie na Florydzie.

Po zmroku Brickell zmienia się nie do poznania. Z ulic znikają sztywne stroje business people zastąpione przez szorty, mini spódniczki i kolorowe koszule w palmy albo morskie muszle. Otwierają się bary i ogródki na chodnikach, z restauracji i klubów płynie muzyka i roznoszą się zapachy wszelkich możliwych potraw, które właśnie zaczynają się pojawiać na stołach. Brickell zapełnia teraz całkiem inny tłum. To jeszcze jedna cecha odróżniająca Brickell od finansowo-biznesowych centrów innych amerykańskich miast, które pustoszeją po piątej po południu. Brickell żyje do późnej nocy, może nie aż tak intensywnie jak Miami Beach po drugiej stronie zatoki, ale cisza nocna jest tu zdecydowanie krótsza niż w reszcie Miami.


Web Analytics